Premiera MGS9 oraz MGS6. Elektryczno-hybrydowa inwazja w pałacowym anturażu
Kiedy chińscy producenci motoryzacyjni postanawiają zorganizować premierę swoich najnowszych dzieł, można być absolutnie pewnym, że nie będzie to nudne popołudnie przy letniej kawie i paluszkach z dyskontu. W malowniczych, iście arystokratycznych plenerach Pałacu Rozalin marka MG, wspierana potężnym kapitałem i technologicznym zapleczem państwowego giganta SAIC Motor, wytoczyła najcięższe działa przeciwko zasiedziałej, nieco rozleniwionej europejskiej konkurencji. Nie są to auta porywające, ale to kolejny dowód na to, że Chiny nie śpią. W przeciwieństwie do wielu producentów z Europy, którzy zamiast skupić się na tym, co się sprzedaje, pokazują wydumane projekty, których i tak nikt nie chce.
Zamiast ostrożnego badania nastrojów i rynkowych podchodów, zaprezentowano pełnoskalową, hybrydowo-elektryczną ofensywę, której głównymi bohaterami zostały dwa potężne SUV-y: zdolny pomieścić nepełną drużynę piłkarską MGS9 oraz celujący prosto w wyższe sfery klasowej hierarchii, nafaszerowany luksusem MGS6 EV. Całość zorganizowano z rozmachem, który jasno daje do zrozumienia, że brytyjsko-chiński sojusz nie przyjechał do Polski po to, by prosić o wolne miejsce na parkingu, ale po to, by przejąć nad nim całkowitą kontrolę. Będąc mimo wszystko europejskim patriotą muszę z lekkim przerażeniem przyznać, że idzie im to śpiewająco.
Rodzinny lotniskowiec z wtyczką, czyli MGS9 1.5 PHEV
Marka MG postanowiła uderzyć w segment D SUV z bezwzględną siłą rozpędzonego buldożera, prezentując swój pierwszy w historii tak duży, 7-osobowy model. MGS9 pojazd zaprojektowany z myślą o osobach, które z przyczyn czysto życiowych muszą borykać się z transportem pokaźnego bagażu oraz sporej rodziny, ale z powodów ambicjonalnych i estetycznych kategorycznie odmawiają zakupu klasycznego, nudnego vana. Przyznam, że takiego auta bardzo im brakowało, bo w końcu Chery czy Omoda już dawno takowe w swoich ofertach posiadają.
Wnętrze skrywa trzy rzędy pełnowymiarowych foteli, które gwarantują zaskakująco godne warunki podróżowania dla siedmiu dorosłych pasażerów, co w tej klasie wcale nie jest oczywistością. Prawdziwy zachwyt wywołuje jednak dostępna przestrzeń ładunkowa – po całkowitym złożeniu drugiego i trzeciego rzędu siedzeń, bagażnik rozrasta się do jaskiniowych wręcz 2093 litrów, tworząc kubaturę, w której można bez trudu zgubić mniejsze zakupy. Nawet przy komplecie pasażerów na pokładzie, do dyspozycji pozostają wciąż bardzo sensowne 332 litry na pionowo ustawione walizki kabinowe. Dla kontrastu proponuję sprawdzić co zmieścimy w bagażniku 7-miejscowego Citroena C3 Aircross. Na moje oko - zeszyt 16-kartkowy. W kratkę.
Pod wielką, dumnie narysowaną maską tego drogowego lewiatana nie znajdziemy jednak dychawicznego, terkoczącego diesla, który budziłby sąsiadów o poranku. Inżynierowie zastosowali tu nowoczesny układ hybrydowy typu plug-in, składający się z czterocylindrowego, turbodoładowanego silnika benzynowego o pojemności 1,5 litra (generującego raczej skromne 142 KM) oraz bardzo wydajnej jednostki elektrycznej o imponujące jużj mocy 231 KM. Całość generuje łącznie bardzo solidne 299 KM mocy systemowej oraz 390 Nm momentu obrotowego, co pozwala temu wielkiemu, rodzinnemu krążownikowi na sprint do setki w przyzwoite 9,6 sekundy i osiągnięcie prędkości maksymalnej równej 200 km/h. Sportu nie ma, ale wstydu też nie uświadczymy.
Za sprawą potężnego akumulatora o pojemności 24,7 kWh (23,2 kWh pojemności użytkowej), auto jest w stanie przejechać do 100 kilometrów w trybie całkowicie bezemisyjnym, a w cyklu miejskim zasięg ten rośnie do niemal 135 km. Nie wiem czy realnie jest w stanie tyle przejechać, ale chętnie to sprawdzę podczas testów. Ważący 2160 kg SUV potrafi przy tym zadowolić się średnim, ważonym zużyciem paliwa na poziomie zaledwie 2,4 litra na sto kilometrów, o ile oczywiście pamięta się o regularnym podłączaniu go do gniazdka. Ile będzie po rozładowaniu baterii? Przykładowo w Omodzie 7 z podobnym napędem jest to średnio około 5,5 l/100 km (głównie w trasie przy 120 km/h), więc - moim zdaniem - to naprawdę niezły wynik! Jeśli tu będzie ok. 6 l/100 km, to ja nie mam uwag.
Kabina tego wehikułu to zresztą temat na osobną rozprawę. W najwyższej, flagowej wersji wyposażenia Exclusive, wycenionej na 181 900 złotych, kierowca i pasażer z przodu mogą oddawać się relaksowi na podgrzewanych i wentylowanych fotelach wykończonych ekologiczną skórą, które dodatkowo wyposażono w funkcję wielopunktowego masażu. Podróż umila dźwięk płynący z 12-głośnikowego systemu audio firmy Bose, a całością multimedialnego dowodzenia zawiaduje nowoczesny, podwójny kokpit z ekranami HD o przekątnej 12,3 cala każdy.
Nad bezstresowym dotarciem do celu czuwa z kolei kompletna armia elektronicznych asystentów zgrupowanych w pakiecie MG Pilot – od adaptacyjnego tempomatu po zaawansowane systemy monitorowania martwego pola – która bez wątpienia walnie przyczyniła się do zdobycia przez ten model maksymalnej noty pięciu gwiazdek w rygorystycznych testach zderzeniowych Euro NCAP. Cenę bazowej, ale już bogatej odmiany Excite skalkulowano na poziomie 172 900 złotych, co stawia ten potężny wóz w roli rynkowego kilera. Jasne, znajdziemy tańsze auta 7–miejscowe, ale czy będą miały aż tak długą listę wyposażenia? Śmiem wątpić.
Czysty prąd z ambicjami premium, czyli MG MGS6 EV
Dla motoryzacyjnych purystów, którzy podjęli ostateczną i nieodwołalną decyzję o całkowitym zaprzestaniu spalania soku z dinozaurów, w rozalińskich ogrodach zaparkowano model MGS6 EV. To w pełni elektryczny, muskularny SUV, zbudowany od podstaw na dedykowanej dla napędów prądowych architekturze MSP (Modular Scalable Platform), który bez grama fałszywej skromności puka do drzwi wyższej sfery segmentu premium. Dowody? Proszę bardzo.
Wewnątrz zdecydowanie króluje jakość – przestronna, świetnie wyciszona kabina otula pasażerów wysokogatunkowymi materiałami, podgrzewanymi i wentylowanymi fotelami w stylu skóry i zamszu oraz gigantycznym dachem panoramicznym z elektryczną roletą o imponującej powierzchni niemal dwóch metrów kwadratowych (dokładnie 1,97 m²), który zalewa wnętrze naturalnym światłem. Można się tu poczuć naprawdę przyjemnie, a wciąż mówimy przecież o “zwykłym” MG. No rozwija się nam ta marka, na naszych oczach!
Zasilanie tego cichego, luksusowego krążownika powierzono zaawansowanemu, ultracienkiemu akumulatorowi NCM o pojemności 77 kWh (74,3 kWh użytkowej), który według rygorystycznych norm pomiarowych WLTP zapewnia bardzo solidny zasięg do 530 kilometrów w nastawionej na maksymalną efektywność, tylnonapędowej wersji RWD o mocy 244 KM. Dla kierowców oczekujących osiągów potrafiących przestawić wewnętrzne organy, przygotowano natomiast wariant z inteligentnym napędem na wszystkie koła (Exclusive AWD), w którym dwa silniki elektryczne dostarczają łącznie potężne 362 KM oraz 540 Nm momentu obrotowego. Taki zestaw katapultuje tego potężnego SUV-a do pierwszej setki w zaledwie 5,1 sekundy w trybie Sport, co pozwala na bezczelne upokorzenie wielu teoretycznie sportowych aut osobowych. Mam jedynie nadzieję, że za mocą pójdzie również jakakolwiek modyfikacja układu jezdnego. Dla przykładu MG4 w wersji XPower jest piekielnie szybki na prostej, ale w zakrętach prowadzi się jak wanna.
Wakacyjne wyjazdy ułatwi przepastny tylny kufer połykający standardowo 674 litry (i aż 1910 litrów po złożeniu kanapy) oraz dodatkowy, 124-litrowy przedni schowek (frunk), wręcz stworzony do odseparowania kabli ładowania od reszty ekwipunku.
Pod cieszącą oko powłoką nadwozia dostępnego w siedmiu efektownych lakierach (w tym trójwarstwowym Diamond Red - skojarzenia z Mazdą?), inżynierowie zaszyli również zestaw nowoczesnej technologii ułatwiającej codzienną koegzystencję z autem. Samochód dysponuje systemem rekuperacji oferującym cztery tryby działania, w tym intuicyjny tryb One Pedal, umożliwiający płynne zatrzymywanie pojazdu bez dotykania tradycyjnego hamulca. W razie konieczności uzupełnienia energii w trasie, pokładowy układ pozwala na przyjmowanie prądu stałego (DC) z maksymalną mocą 144 kW, co na szybkiej ładowarce skraca czas napełniania baterii od 10 do 80 procent do rozsądnych 38 minut. Mogłoby być w sumie nieco szybciej, ale wiele powie nam m.in. krzywa ładowania. Cyfrowy świat opiera się tu na 12,8-calowym ekranie multimedialnym HD oraz systemie iSMART z obsługą aplikacji online typu YouTube czy Spotify, wspieranym przez Head-up Display wyświetlający kluczowe parametry bezpośrednio przed oczami kierowcy.
Oficjalna premiera w salonach rusza w lipcu, a premierowy, promocyjny cennik otwiera kwota 199 900 złotych za odmianę Exclusive RWD (cena standardowa to 203 900 zł), podczas gdy potężny wariant AWD wyceniono promocyjnie na 212 900 złotych. Przyznam, nie jest to oferta powodująca opad szczęki, ale poczekajmy na pierwsze jazdy.
Zmierzch europejskiej arogancji
Wydarzenie w Pałacu Rozalin dobitnie i bezlitośnie pokazało, że czasy protekcjonalnego lekceważenia chińskiej myśli technicznej minęły bezpowrotnie, a europejscy i japońscy producenci muszą natychmiast zapomnieć o swojej dotychczasowej rynkowej wyższości. Niestety wciąż obserwuję, że u niektórych producentów wesoła nieświadomość trwa w najlepsze. Zastanawiam się tylko, co oni biorą, że nie widzą tak groźnej konkurencji. Podczas gdy niemiecki gigant (powstrzymam się od wskazywania palcem) pokazuje ponad 1100-konne, 4-drzwiowe auto sportowe a’la coupe z napędem elektrycznym, które wygląda tak, że lepiej znów przykryć je co dopiero zdjętą na prezentacji płachtą, chińscy producenci wychodzą naprzeciw realnym wymaganiom. Kto kupi absurdalnie mocne auto elektryczne w cenie supersamochodu? Może się nie znam, ale po wielu przykładach sporych porażek tego typu aut, nie wróżę im sukcesów.
A tu, marka MG zaprezentowała dwa niesamowicie kompetentne, zaawansowane inżynieryjnie i nieźle wycenione pojazdy, które uderzają w najczulsze punkty drogiej konkurencji. Zarówno potężny, gigantyczny hybrydowy MGS9 z pełnoprawnym miejscem dla siedmiu osób, jak i celujący w wyższe sfery elektryczny MGS6 EV oferują parametry, moc i seryjne wyposażenie, za które zachodnie marki bez mrugnięcia okiem zażądałyby kwot o sto tysięcy złotych wyższych. Dodając do tego wszystkiego pakiet gwarancyjny chroniący auto przez pełne 7 lat lub do 150 000 kilometrów przebiegu, tradycyjni gracze rynkowi otrzymali właśnie potężny cios, po którym z wielkim niepokojem będą musieli na nowo przepisać swoje biznesowe strategie na najbliższe lata. O ile nie jest za późno.